Najgorsze Walentynki sprzed lat
Tak to już bywa , że złe chwile czy tego chcemy czy nie zapisują się w naszej pamięci niczym na twardym dysku na wiele lat ,mimo że gdybyśmy tylko mogli - wymazalibyśmy je ,najszybciej jak się tylko da .
Nigdy tak naprawdę nie lubiłam Walentynek , o ile w szkole podstawowej mialo to jeszcze jakiś sens bo zawsze czekałam na jakąś walentynkę od kolegów z klasy tak później ... świeto to zmieniło się do tego stopnia że straciło swoje podstawowe przesłanie.
Kochać należy stale ...nie tylko od święta .
Jednak , pewne Walentynki ...w roku 2007 roku pozostają w mojej głowie na zawsze chyba , niczym koszmar zły sen. Wszystko zaczeło się pare miesiecy wczesniej kiedy to przypadkiem poznałam 21 -letniego Rafała.Zwyczajnie pomylił numer komórki i zaczął do mnie pisac, pozniej dzwonić aż w końcu przyjechał do mnie z oddalonej o prawie 300 km Łodzi . Bardzo szybko sie we mnie zakochal , mówił ze chce byc tylko ze mna, mnie - nastoletniej wówczas dziewczynie podobało się jego adorowanie , prezenty wyznawanie uczucia. Chociażtak naprawdę nigdy do niczego miedzy nami nie doszło - i całe szczęśćie.
Minęły wakacje i od tamtej pory widzielismy sie tylko raz, on codziennie dzwonil , pisal listy , jednak znajomosc na odleglosć nie była mi wtedy w głowie , wiec postanowiłam z nim zerwać. Chyba się mi nie dziwicie , chciałam się bawić , poznawać znajomych , a on byl strasznie o mnie zazdrosny - wrecz to już naprawedę zaczynało mnie męczyć. Niestety nie mogłam mu osobiscie powiedziec ze miedzy nami koniec wiec postanowiłam załatwic to przez telefon . On rozpłakał się i rozłączył . Pozniej napisał ze pisze wlasnie list pożegnalny że się zabije i powie ze to moja wina . Doznałam szoku...nie wiedziałam komu i jak mam to powiedziec bałam się o niego , nie chciałam żeby pozniej jego rodzina miaął domnie jakieś pretensje . Byłam załamana , ale poradziłam się koleżanki- ona powiedziała że koleś blefuje bo gdy ktoś chce popełnić samobójkstwo po prostu idzie i to robi , nie mówi nikomu bo nie chce aby ktoś mu przeszkodził . I miała racje , mijały dni a od R. było zero informacji , zero informacji tez od jego rodziny , wtedy pomyśląłam że chyba zmienił zdanie bo gdyby coś mu się stało odrazy byśmy wiedzieli . prawda?
mijały dni , tygodnie , zaczełam chodzic znowu do szkoły i powoli zapominałam o tym chorym zwiazku . Po prostu wracałam do życia . Po jakimś czasie zaczeły się głuche telefony , różne numery , o róznych godzinach . Pózniej już wyzwiska ....od najgorszych ...i na końcu groźby , że mnie zabije ...że wie gdzie mieszkam , że mnie spali , moja matka dostała wiadomosc że zostanę porwana w drodze do szkoły - Boże ...przezyłam hororr drugi raz , chociaz byłam na sto procent pewna ze to R. wówczas takie groźby nie były traktowana poważnie , po porstu policja czekała az cos sie stanie . Bałam sie chodzic do szkoly,, bałam się z niej wracać ...bałam sie sama zostawać w domu , a telefon wciąz dzwonił.... w ciagu paru minut miałam z 100 sygnałów nieodebranego połaczenia. Nie mogłam spać , jeść - byłam na skraju wytrzymałosci , nawet nie mówiac o szkole ,nauce...itd. Tam rówieśnicy patrzyli na mnie z przymrużeniem oka kiedy wywalczyłam ochrone i chodzilam z policjantem do szkoły kiedy się dowiedziałam że R, wynajął mieszkanie koło mojej szkoły i mnie obserwował . To bylo straszne . Mijały miesiace i na gorźbach wysyłanych na tel i nękania nic wiecej się nei działo , ale ja tkwiłam w strachu o każdy dzień.... czy coś się nie wydarzy . Aż przyszły pamiętne walentynki .... pogoda za oknem była straszna , zawieja śnieg i deszcz , ogolnie mało było widać za oknem , była sobota godzina okolo 18 , kiedy pod moja furtką zapaliło się switło : kątem oka zobaczyłam R. myślałam że oszaleje , darł się że ktoś go pobił żebysmy mu pomogli - wyszedł do niego Mój tata i do dzisiaj dziekuje Bogu że był wtedy w domu bo gdyby nie on całkowicie inaczej by się to potoczyło. Wszedł , ja go nie widziałam , siedziałam na gorze na schodach . słyszałam jak tata tamuje mu krew ...miał cała rozwaloną glowę , w kuchni mnóstwo krwi .. mówil ze mnie kocha ze szedł do mnie i go pobili , czuc bylo od neigo alkohol - w reku trzymał peczek róż ...cmentarych złotych róż.... niby dla mnie . Po opatrzeniu jego ran z grubsza , chciałs ię widzieć ze mna , ale tata mu zabronił .Ja zadzwoniłam na policje w tamtym czasie ktorzy wiedzieli jaka jest spraw ai tak naprawe tylko czekali zeby on sie u nas pojawił. Niestety radiowóz utknął w zaspie i nie mogli do nas dojechac, prosili wiec tate zeby pomogł ich odkopać....wtedy z R. sama została moja mama.... tak bardzo sie bałam , kedy tata wyszedł a my zostalismy z nim sami , mnie zamkneli w pokoju a mama z nim siedziała....tata z policjantami wrócił za 10 minut moze dłuzej ale dla mnie było to najdłuzsze 10 minut jaki sobie mogłam wyobrazic. Kiedy przyjechała policja , wystraszył się, zaczałal sie mylic w zeznaniach, raz mówil ze pobilo bo 4-rech pozniej ze 2-óch napastników..a jak dostał pare razy od Taty po twarzy okazało się ze przyjechał z Łodzi ,opił sie na przystanku u mnie , i sam porocinał sobie rece i głowe butelka.... alkohol sprawił ze cisnienie krwi bylo wieksze i krwotok tez duzy az sie sam przestraszył i postanowił szukac u nas pomocy . pozniej belkotał cos ze mnie kocha i chce ze mna byc...chciał mi dac te róże... jednak ja się mu nie pokazałam .Policja przeszukała gopóźniej miał przy sobie nóż .... funkcjonariusze zabrali go do szpitala a my zadzwonilismy do jego rodziców - i sprawa isę zakoczyła. Moje Walentynki skonczyly sie grubo nad ranem tego wieczoru... pozniej jeszcze bylo pare głuchych telefonów az w końcu wywaliczyliśmy z sądu przeszukanie jego mieszkania - jednak zanim do tego doszło , numer z którego mi grozil został wylaczony a karty sim nigdy nie udalo sie odnaleźć. od tego czasu minęło tyle lat a ja pamietam jakby to bylo wczoraj .
(po latach dowiedzialam sie ze R. wyjechał za granice do Bostonu , ożenil się i pracuje w jakimś clubie z masażem, cieszę się że jest tak daleko ode mnie i mam nadzieję już nigdy go nie zobaczę )
Ale historia z nim bardzo odbiła sie na mojej psychice , na moim zdrowiu , na wszystkim chyba .
Długie rozmowy z psychologiem ,mi pomogly , na sczczescie obyło się bez leków.
Jednak do końca życia bede się zastanawiać a co by było gdyby .....taty nie było i on by nas wszyskich pozabijał - te cmentarne róże w końcu były dla mnie .
I uwierzcie mi chociaz minęlo juz tyle czasu i teraz mam w pełni normalnego narzeczonego - Kocham M. nad życie to ta cała historia dała mi nauczkę na całe zycie .
Jak łatwo jest się można czasami pomylić .
Nigdy tak naprawdę nie lubiłam Walentynek , o ile w szkole podstawowej mialo to jeszcze jakiś sens bo zawsze czekałam na jakąś walentynkę od kolegów z klasy tak później ... świeto to zmieniło się do tego stopnia że straciło swoje podstawowe przesłanie.
Kochać należy stale ...nie tylko od święta .
Jednak , pewne Walentynki ...w roku 2007 roku pozostają w mojej głowie na zawsze chyba , niczym koszmar zły sen. Wszystko zaczeło się pare miesiecy wczesniej kiedy to przypadkiem poznałam 21 -letniego Rafała.Zwyczajnie pomylił numer komórki i zaczął do mnie pisac, pozniej dzwonić aż w końcu przyjechał do mnie z oddalonej o prawie 300 km Łodzi . Bardzo szybko sie we mnie zakochal , mówił ze chce byc tylko ze mna, mnie - nastoletniej wówczas dziewczynie podobało się jego adorowanie , prezenty wyznawanie uczucia. Chociażtak naprawdę nigdy do niczego miedzy nami nie doszło - i całe szczęśćie.
Minęły wakacje i od tamtej pory widzielismy sie tylko raz, on codziennie dzwonil , pisal listy , jednak znajomosc na odleglosć nie była mi wtedy w głowie , wiec postanowiłam z nim zerwać. Chyba się mi nie dziwicie , chciałam się bawić , poznawać znajomych , a on byl strasznie o mnie zazdrosny - wrecz to już naprawedę zaczynało mnie męczyć. Niestety nie mogłam mu osobiscie powiedziec ze miedzy nami koniec wiec postanowiłam załatwic to przez telefon . On rozpłakał się i rozłączył . Pozniej napisał ze pisze wlasnie list pożegnalny że się zabije i powie ze to moja wina . Doznałam szoku...nie wiedziałam komu i jak mam to powiedziec bałam się o niego , nie chciałam żeby pozniej jego rodzina miaął domnie jakieś pretensje . Byłam załamana , ale poradziłam się koleżanki- ona powiedziała że koleś blefuje bo gdy ktoś chce popełnić samobójkstwo po prostu idzie i to robi , nie mówi nikomu bo nie chce aby ktoś mu przeszkodził . I miała racje , mijały dni a od R. było zero informacji , zero informacji tez od jego rodziny , wtedy pomyśląłam że chyba zmienił zdanie bo gdyby coś mu się stało odrazy byśmy wiedzieli . prawda?
mijały dni , tygodnie , zaczełam chodzic znowu do szkoły i powoli zapominałam o tym chorym zwiazku . Po prostu wracałam do życia . Po jakimś czasie zaczeły się głuche telefony , różne numery , o róznych godzinach . Pózniej już wyzwiska ....od najgorszych ...i na końcu groźby , że mnie zabije ...że wie gdzie mieszkam , że mnie spali , moja matka dostała wiadomosc że zostanę porwana w drodze do szkoły - Boże ...przezyłam hororr drugi raz , chociaz byłam na sto procent pewna ze to R. wówczas takie groźby nie były traktowana poważnie , po porstu policja czekała az cos sie stanie . Bałam sie chodzic do szkoly,, bałam się z niej wracać ...bałam sie sama zostawać w domu , a telefon wciąz dzwonił.... w ciagu paru minut miałam z 100 sygnałów nieodebranego połaczenia. Nie mogłam spać , jeść - byłam na skraju wytrzymałosci , nawet nie mówiac o szkole ,nauce...itd. Tam rówieśnicy patrzyli na mnie z przymrużeniem oka kiedy wywalczyłam ochrone i chodzilam z policjantem do szkoły kiedy się dowiedziałam że R, wynajął mieszkanie koło mojej szkoły i mnie obserwował . To bylo straszne . Mijały miesiace i na gorźbach wysyłanych na tel i nękania nic wiecej się nei działo , ale ja tkwiłam w strachu o każdy dzień.... czy coś się nie wydarzy . Aż przyszły pamiętne walentynki .... pogoda za oknem była straszna , zawieja śnieg i deszcz , ogolnie mało było widać za oknem , była sobota godzina okolo 18 , kiedy pod moja furtką zapaliło się switło : kątem oka zobaczyłam R. myślałam że oszaleje , darł się że ktoś go pobił żebysmy mu pomogli - wyszedł do niego Mój tata i do dzisiaj dziekuje Bogu że był wtedy w domu bo gdyby nie on całkowicie inaczej by się to potoczyło. Wszedł , ja go nie widziałam , siedziałam na gorze na schodach . słyszałam jak tata tamuje mu krew ...miał cała rozwaloną glowę , w kuchni mnóstwo krwi .. mówil ze mnie kocha ze szedł do mnie i go pobili , czuc bylo od neigo alkohol - w reku trzymał peczek róż ...cmentarych złotych róż.... niby dla mnie . Po opatrzeniu jego ran z grubsza , chciałs ię widzieć ze mna , ale tata mu zabronił .Ja zadzwoniłam na policje w tamtym czasie ktorzy wiedzieli jaka jest spraw ai tak naprawe tylko czekali zeby on sie u nas pojawił. Niestety radiowóz utknął w zaspie i nie mogli do nas dojechac, prosili wiec tate zeby pomogł ich odkopać....wtedy z R. sama została moja mama.... tak bardzo sie bałam , kedy tata wyszedł a my zostalismy z nim sami , mnie zamkneli w pokoju a mama z nim siedziała....tata z policjantami wrócił za 10 minut moze dłuzej ale dla mnie było to najdłuzsze 10 minut jaki sobie mogłam wyobrazic. Kiedy przyjechała policja , wystraszył się, zaczałal sie mylic w zeznaniach, raz mówil ze pobilo bo 4-rech pozniej ze 2-óch napastników..a jak dostał pare razy od Taty po twarzy okazało się ze przyjechał z Łodzi ,opił sie na przystanku u mnie , i sam porocinał sobie rece i głowe butelka.... alkohol sprawił ze cisnienie krwi bylo wieksze i krwotok tez duzy az sie sam przestraszył i postanowił szukac u nas pomocy . pozniej belkotał cos ze mnie kocha i chce ze mna byc...chciał mi dac te róże... jednak ja się mu nie pokazałam .Policja przeszukała gopóźniej miał przy sobie nóż .... funkcjonariusze zabrali go do szpitala a my zadzwonilismy do jego rodziców - i sprawa isę zakoczyła. Moje Walentynki skonczyly sie grubo nad ranem tego wieczoru... pozniej jeszcze bylo pare głuchych telefonów az w końcu wywaliczyliśmy z sądu przeszukanie jego mieszkania - jednak zanim do tego doszło , numer z którego mi grozil został wylaczony a karty sim nigdy nie udalo sie odnaleźć. od tego czasu minęło tyle lat a ja pamietam jakby to bylo wczoraj .
(po latach dowiedzialam sie ze R. wyjechał za granice do Bostonu , ożenil się i pracuje w jakimś clubie z masażem, cieszę się że jest tak daleko ode mnie i mam nadzieję już nigdy go nie zobaczę )
Ale historia z nim bardzo odbiła sie na mojej psychice , na moim zdrowiu , na wszystkim chyba .
Długie rozmowy z psychologiem ,mi pomogly , na sczczescie obyło się bez leków.
Jednak do końca życia bede się zastanawiać a co by było gdyby .....taty nie było i on by nas wszyskich pozabijał - te cmentarne róże w końcu były dla mnie .
I uwierzcie mi chociaz minęlo juz tyle czasu i teraz mam w pełni normalnego narzeczonego - Kocham M. nad życie to ta cała historia dała mi nauczkę na całe zycie .
Jak łatwo jest się można czasami pomylić .
Zmroziło mi krew w żyłach. Ten człowiek ma ostro coś z psychiką nie tak jak trzeba. Historia jak z horroru. Szok!
OdpowiedzUsuńStraszna Historia Walentynkowa..
OdpowiedzUsuńCzy ten chłopak leczyl sie u psychiatry ?
Dobrze ze jakos sobie poradzilas i ta sytuacja nie zostawila uszczerbku na Twoim zdrowiu ..
Te Walentynki napewno byly dla Ciebie milsze :)
Pozdrowionka :*
Okropne :( Niezły rozpiździaj miał w głowie ten koleś... Dobrze, że teraz masz normalnego, kochającego faceta.
OdpowiedzUsuń:*
no nie miłe masz wspomnienia z takiego dnia.. ale całe szczęście, że to wszystko już za Tobą :*
OdpowiedzUsuńTeraz nowy rozdział tworzysz razem z M. :))