w sumie. o wszystkim i o niczym

już po weekendzie .
Piątek - odebraliśmy Karoline W. z dworca i posiedzieliśmy z nią do 21.. szybko chcieliśmy się zmyć zostawiając ją u rodziny. Chcieliśmy wreszcie wieczór spędzić tylko we dwoje..było cudownie....wspaniała noc...dawno takiej nie było . Oj naładowałam akumulatorki na sobotę.


Sobota - rano M. pojechał do pracy , ja ogarnęłam dom. zakupy . pranie, obiad itd.
po południu byliśmy na mszy za moją babcię- to już 8 rok kiedy jej nie ma z nami :(
zaraz po mszy zebraliśmy się do znajomych - tam do grubo 2  w nocy imprezowaliśmy na Campie :)
było cudownie i wreszcie udało mi się pogadać z Mileną - napić się z nią Whesky ;) Oł jeeee.!a kierowcą był tego wieczoru wyjątkowo tatuś M. który był bardzo grzeczny i znosił nasze humorki . Należało mu sie po tym wszystkim. Ale spisał się na medal.nie ma to tamto.

Niedziela. długo odpoczywaliśmy . sen do 12 w południe . jeden dzień można sobie odpuścić.
później pyszny obiad. i dalej odpoczynek a wieczorkiem już wizyta u taty i szybko kąpiel i spaciu .

Moja praca wisi pod znakiem zapytania . Dwóch lekarzy odchodzi .
Nie ma zastępstwa. Jestem załamana . Nie wiem co to będzie dalej ,chyba trzeba czegoś znowu po cichu szukać. A przecież miało być tak pięknie ;/ 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

od czegoś trzeba zacząć ....4/2026

Dom.

Agnieszka (imię zmieniono )