Marta
Opwoiem Wam o niej chociaż pewnie niewiele z Was to przeczyta. Marta to sasiadka mojego ojca. Kiedy nas zostawił i weekendy spedzalam u niego zawsze razem sie bawiliśmy... Mimo różnicy wieku. Ja mialam 6 lat.. MARTA była po dwudziestce... Jednak jej umysl jest niczym umysł dziecka... Delikatny kruchy... Marta ma zespół Downa. Jej mama pani Teresa urodzila ja bardzo późno i niestety choroba sie ujawniła przy porodzie. Zawsze z Marta bawiliśmy sie lalkami, malowaliśmy malowanki.. Bylam zdumiona z jaka precyzja ona to zawsze robiła... Lata mijały Marta zaczela gorzej czuc sie psychicznie. Zaczela bac sie ludzi wychodzić z domu. Jej mama postarzala sie i zachorowala. Jednak obie bardzo sie kochały. Mieszkaly w małym pokoiku na koncu korytarza. Mialy niewiele żyły bardzo skromnie. Były obie bardzo wierzące. Przynajmniej raz w tygodniu odwiedzał ich ksiądz pielęgniarka środowiskowa... Sasiadka czyli moja babcia. I rodzina dalsza. Wszystko zmienilo sie miesiaf temu gdy mama Marty trafila do szpitala. Kiedy jej stan sie poprawił i miala juz wychodzić do domu okazalo sie ze na oddziale jest wirus CoVid... Niestety Pani Teresa została zabrana do szpitala zakaznego. Byla bardzo niepocieszona i zla bo dzwoniac do babci mowila ze nie ma objaowo i bez sensu ja tam trzymają... Wszystko zmienilo sie po tygodniu... Jej stan nagle sie pogorszyl musialaa zostać podlaczona do respiratora. Po kilku dniach przy próbie odlaczenia Pani Teresa umarła. Umarla w dzień Matki.... Dzis mija przeszlo tydzien a Marta nadal na nią czeka... Nikt nie mial odwagi powodziec jej ze jej mama nigdy już nir wróci do domu... Marta ma teraz 45 lat i umysł 8 latki... Calymi dniami albo śpi albo maluje ii czeka na swoja mame... Jest mi tak bardzo przykro ze Bogu Ducha winne osoby dopadla taka tragedia całe życie mialy tylko siebie... I nagle wszystko sie zmienilo. Obawiam sie ze Martusia trafi do jakiegoś zakładu.... Bo nikt nie podejmie sie opieki nad nią... Mimo ze sa osoby ktore mogły by sie nia zaopiekować. To strasznie jest mi bardzo smutno... Chaialabym do niej pojechać ale niewiem co bym zrobila co bym powiedziała...chyba kupię jej lalke i malowanke i wysle jej.... Czuje taka potrzebe aby ja uszczęśliwić aby sie chociaz na chwilę uśmiechnęła....
Komentarze
Prześlij komentarz